|
|
Marta Lisok Inwazja porywaczy ciał
Wirus nieobecności zaatakował krakowską Otwartą Pracownię i wymazał ponętne kobiece ciała,
pozostawiając fotografie przykuwające wzrok białymi plamami. Ikonoklastyczny gest
przywodzący na myśl działania dadaistów,
choćby Duchampowskie domalowanie wąsów Mona Lizie, czy o pół wieku późniejsze
ostentacyjne wymazanie gumką rysunku de Kooninga
przez Roberta Rauschenberga to jak się zdaje główne impulsy akcji "Feminismus".
Adam Rzepecki pozornie zawstydził się swoich
wcześniejszych szowinistycznych prac, w których kobiece ciało było używane jako element
dekoracyjny, by w geście pokuty zakryć białym
płaszczem cenzury to, co mogło bulwersować. Paradoksalnie jego zmysłowe luki w kadrze
przywodzą na myśl to, co nieobecne
– białe plamy na mapie, i to, co niezbadane, niedookreślone, niezgłębione worki na fantazmaty, przestrzenie do wymyślenia,
zapełnienia według własnych upodobań.
Rzepecki, niczym święty Antoni, gorączkowo wzbrania się przed kobiecą cielesnością, zamalowując w autystycznym geście kolejne plakaty
reklamowe czy zdjęcia z magazynów erotycznych.
Zmysłowe lolitki i sexbomby prężą się w wysmakowanych estetycznie kadrach,
a artysta niczym średniowieczny miniaturzysta precyzyjnie wycina ich kształty, jakby płynąc na fali nurtu, który już umocnił się na tyle,
że nietaktem jest jakiekolwiek jednoznaczne definiowanie płciowych binarnych podziałów. Wirus feminizmu zmusza artystę
do przedefiniowania, przy jednoczesnym zakpieniu z retoryki pozy, zgodnie z którą same aktywistki występowały nago podczas swoich
performansów, obnażając mechanizmy kobiecej maskarady i uwikłań w nią.
Konwencja, z jaką gra artysta, "zakrywania przy jednoczesnym odkrywaniu", działa na widza niepokojąco swoim widmowym brakiem.
Rzepecki niczym demiurg zamienia ciało w amorficzną biel nieistnienia, zamalowując wielki billboard z reklamą bielizny Intimissimi,
przez co powstaje biały pancerz przypominający jubilerską koszulkę, w którą zakuwane były drogocenne ikony. Zakrywa stopniowo ciało
modelki, całkowicie ją unicestwiając, jakby w myśl tezy Jacques`a Lacana, że "kobieta nie istnieje", ponieważ nie potrafi zdefiniować
swojej seksualności w ramach Symbolicznego.
Z typową neodadaistyczną nonszalancją wstawia do galerii śmieci – ocierające się
o stylistykę "Playboya" fotki, przewrotnie usuwając z nich sam temat czyli zredukowane do roli "pięknego obiektu" ciało.
Podobnie
jak kiedyś podważył pojecie ikony i świętości, dorysowując wąsy Matce Boskiej Częstochoskiej, teraz, na przekór nabierającego rozpędu
w sztuce postfemistycznego zmagania z ciałem i własną tożsamością, rzucił na pożarcie swoje roznegliżowane króliczki z "Playboya".
Podejmując grę ze swoistym ready mades, którym są "ściągnięte" z Internetu zdjęcia kobiet, Rzepecki kolejny raz pracuje na zasadzie
uzupełniania. Zanurzony w typowych postmodernistycznych strategiach uwodzenia widza zapętla cytaty i nawarstwia tropy.
"Życie jest poważne (chyba) sztuka musi być radosna (albo i nie)" – odpowiada okrężną drogą na zadane dawno temu przez siebie
pytanie: "jak z pornografii zrobić sztukę?"
Marta Lisok
Inwazja porywaczy ciał
http://artpapier.com/?pid=2&cid=2&aid=849
|
|