Wystawa w dużej części powstała dzięki hojności Małgorzaty i Piotra Dopierałów
|
Katarzyna Bik
Olympia zarydzykowała
W Galerii Olympia trwa wystawa "Instrukcja zabijania sztuki. W hołdzie Andy Warholowi dla pieniędzy" Łodzi Kaliskiej.
Za rok dadaistyczna grupa skończy 30 lat.
Co łączy artystów z Krakowa, Warszawy i Łodzi? Andrzej Świetlik, Marek Janiak, Adam Rzepecki, Andrzej Wielogórski,
Andrzej Kwietniewski i Jerzy Koba
zostali wyrzuceni z pleneru fotograficznego w Darłowie w 1979 roku. Od tego się zaczęła Łódź Kaliska. Ich happeningi,
zabawy, prowokacje i skandale w stylu dada kontrastowały z szaroburą, ponurą i bolesną, oficjalną i kruchtową
sztuką PRL-u. Pastisz, kicz, konfabulacja, drwina - oto składniki ich sztuki uczulonej na ksenofobię, hipokryzję,
zaściankowość Polaków. Propagują zwłaszcza zdrowy śmiech i kulturę zrzuty (zrzucania się na piwo) - co widać nawet
na wystawie w Galerii Olympia. Pokaz potrwa do końca lutego.
Katarzyna Bik: To już inwazja Łodzi Kaliskiej na Kraków. Ledwie skończyły się Wasze wystawy w Galerii Bunkier Sztuki i
Pauzie, a już otwarliście kolejną w Galerii Olympia.
- Bo Rzepecki chciał się pokazać w Krakowie. Jak się zawiązała Łódź Kaliska, prowadził w Jaszczurach galerię. Akurat
było to miejsce, do którego często przyjeżdżaliśmy. Dla grupy, która jest nowa, to ważne, by został ślad po tym, co robi. Galeria w Jaszczurach wydawała katalogi i rozsyłała je po ludziach. Pierwsza wystawa, jaką grupa zrobiła, miała tytuł "Od początku". Potem w galerii przy ul. Kanoniczej zrobiliśmy "Siedem dni na stworzenie świata". Przez siedem dni stwarzaliśmy świat, teraz - zabijamy to, co zrobiliśmy.
To Wasza ostatnia wystawa?
- Na razie to koniec. Nie nasz oczywiście. My przeżywamy trzecią młodość.
Piękni trzydziestoletni. A skąd ta nazwa - Łódź Kaliska?
- No od tej stacji kolejowej, bo z niej zawsze wyjeżdżaliśmy do Spały, Zakopanego, Koluszek, Olkusza, Częstochowy. To taka
absurdalna nazwa, która nas łączyła.
Od początku byliście tacy nieznośni?
- Musimy dać odpór legendom, które o nas krążą. Nie jesteśmy skandalistami i nigdy nimi nie byliśmy. Zawsze
robiliśmy to, co chcieliśmy robić. Nawet wtedy, jak nas wyrzucili z tego pleneru, bo przyjechaliśmy z instrumentami
jako Filharmonia Łódzka. Chcieliśmy tylko zagrać dwa koncerty. Od tego wszystko się zaczęło.
Cud, że Was nie zamknęli.
- Zamknęli kiedyś! Dzień przed Dniem Dziecka zaczęliśmy robić na ulicy wystawę "Artyści - dzieciom". Podeszło dziecko
do Rzepeckiego i pyta, czy może malować na płytach chodnikowych Urbana. "Maluj" - mówi. I wtedy wszystkie dzieci zaczęły malować ministra Urbana.
Cała ulica klonów Urbana. Idziemy, żeby się przygotować na następny dzień do naszej prezentacji, a tu podchodzi
dwóch panów i mówi do Rzepeckiego: "Pan pójdzie z nami". Makary ciągle zaglądał do nich i pytał, kiedy ten Rzepecki wreszcie
wyjdzie. Jak już czwarty albo piąty raz wszedł na komendę MO, to jeden z panów mówi do Makarego: "Chodź pan, jak już panu tak tego
Rzepeckiego brakuje." 48 godzin siedzieli! Zabrali aparat, zdjęcia wywołali. "Rzepa" chciał zwolnienie do pracy, bo to
było na początku lat 80. - i dostał zaświadczenie, że był przesłuchiwany. Tak więc za sztukę siedzieliśmy w więzieniu.
Robiliście też wstrętne rzeczy innym artystom. Marii Pinińskiej-Bereś podczas jej performance podrzuciliście swoje
majtki i skarpetki. To był skandal.
- Jakby to była prawdziwa akcja feministyczna, to gdy Łódź Kaliska wrzuca artystce do balii brudne gacie i skarpety,
ona powinna je wyprać. Tymczasem je wyrzuciła. Po prostu udawała że pierze i powiesiła brudne pranie.
To Was musiało zaboleć, że artystka nie chciała Wam wyprać.
- Sami sobie wypraliśmy.
Ale nie głodowaliście.
- Ciągle głodujemy! Jakby Warhol żył w Polsce, to umarłby i z głodu, i ze śmiechu.
Mieliście kłopoty z cenzurą?
- Tak. Schowaliśmy się przed nią na "Strychu". Sami też się cenzurowaliśmy. Bierzemy odpowiedzialność za
społeczeństwo i rząd.
To widać na tej wystawie "Instrukcja zabijania sztuki. W hołdzie Andy Warholowi dla pieniędzy". Żeby tak mieszać
w głowie narodowi. Nie boicie się reakcji publiczności? Zapomnieliście już, co spotkało Waszego kolegę Rzepeckiego w Krakowie po wystawie "Irreligia", jak domalował wąsy obrazkowi z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej?
- Przecież tylko się za niego modlili - pod Bunkrem Sztuki śpiewali pieśni i odmawiali różaniec.
Ojciec Rydzyk nie jest zbyt ważną personą, żeby jej przypinać cycki? Podobno już jakaś pani w moherowym kapeluszu
nazwała to "szambiarską sztuką". Dziwię się, że Olimpia zaryzykowała, pokazując te prace.
- Raczej zarydzykowała. My ojca nie obrażamy. Uważamy, że godzien jest takich piersi. Każdy chciałby takie mieć. Z
żadnych świętości nie drwimy. My płaczemy. Tyle już łez wylało się na te obrazy. A ojcu Rydzykowi złożyliśmy też hołd
pruski - dwa nagie miecze.
To wszystko już nieświeże, już było. Jak długo jeszcze panowie będziecie ciągnąć te wygłupy? Nie czujecie się już trochę
starzy?
- Zdarza się, zawsze jednak mamy ze sobą viagrę.
Pytam o twórczego doła.
- Wtedy idziemy w góry. Mamy w sobie dużo radości. Czy widziałaś tak zaangażowaną sztukę?
To prawda, może tylko Matejko był bardziej zaangażowany. Dlatego pewnie aż w kilku pracach pastwicie się nad jego
Rejtanem. Zrobiliście te prace specjalnie dla Krakowa?
- Część tak, bo ta wystawa się Krakowowi należy. Prace na ścianie po prawej stronie od wejścia powstały specjalnie na
tę wystawę. Bo to odkrywcza wystawa jest.
Rzeczywiście, trzeba po kolei odkrywać te płachty.
- Ale część prac była pokazywana już wcześniej. Wymyśliliśmy je w ubiegłym roku. Tylko kto się spodziewał, że tak
szybko IV RP zniknie?
Może tylko zeszła do podziemia?
- Raczej w górę.
Do Andy Warhola? A czemu zamiast puszek zupy Campbell na Waszych pracach są pasztet mazowiecki i majonez
kielecki?
- Bo my zamiast campbella mamy nasze polskie puszki i chcemy je podnieść do większej rangi.
To jakie macie jeszcze plany?
- Żebyśmy mogli być bogaci, młodzi i szczęśliwi. Mamy też już nowy projekt od początku do końca poświęcony nowej sytuacji
kobiet.
A co Panowie mogą o tym wiedzieć?
- Czytamy, sprawdzamy, obserwujemy kobiety z bliska. Zwłaszcza w Krakowie.
To widać. Kobiecość Wam się kojarzy tylko z cyckami?
- Nieprawda, u kobiet najważniejsza jest inteligencja. I za to przede wszystkim kochamy kobiety.
A nie chcielibyście już wrócić do Łodzi Kaliskiej?
Nie, raczej trafić na Wawel.
W końcu się doigracie.
rozmawiała Katarzyna Bik
Gazeta Wyborcza/Kraków nr 43.5654, z dnia 20/02/2008
Od marca 2007 roku grupa "Łódź Kaliska" pracuje w czteroosobowym składzie:
Marek Janiak, Adam Rzepecki, Andrzej Świetlik i Andrzej "Makary" Wielogórski.
(dopisek redaktora odpowiedzialnego)
|
|