|
|
Kazimierz Piotrowski
"Dowcip i władza sądzenia"
Ten, kto kiedykolwiek miał okazję dowiedzieć się, w jaki sposób estetycy i
psychologowie wyjaśniają naturę i odniesienia dowcipu, zaiste będzie musiał
przyznać, że w filozoficznych dociekaniach na temat dowcipu nie poświęcono mu
tyle uwagi, na ile zasługuje ze względu na rolę, jaką odgrywa w naszym życiu
psychicznym.
Sigmund Freud (1905)[1].
Przynajmniej od czasów jezuity Macieja K. Sarbiewskiego i jego dzieła De acuto
et arguto (1619 – 20) dowcip jest przedmiotem szczegółowych dociekań i
postępującej estetycznej waloryzacji. Dopiero Freud zdecydowanie usiłował pojąć
go wbrew paradygmatowi dotychczasowej estetyki.
Korzystając z myśli Jeana Paula,
Theodora Vischera, Kuno Fischera czy Theodora Lippsa, zarazem ubolewał, że
chociaż przywołani estetycy poświecili mu wiele uwagi, to jednak tematyka
dowcipu została zepchnięta na plan dalszy, gdyż ich badania dotyczyły
obszerniejszej i bardziej pociągającej kwestii – problematyki komiczności
(ibidem).
Z lektury ich dzieł można wnosić, że traktowanie dowcipu inaczej niż w
związku z komicznością jest absolutnie niedopuszczalne. Freud usiłował natomiast
wykazać, że jest inaczej, bowiem komizm i śmieszność stanowią tylko estetyczną
fasadę dowcipu – niejako wykup, który musi on zapłacić kulturze za zaspokojenie
przeciwstawnych popędów – libido i śmierci.
Idąc tym tropem, chciałbym w tej
wędrującej wystawie pt. Dowcip i władza sądzenia (asteizm w Polsce), skupiającej
po raz pierwszy w Centrum Sztuki Współczesnej i w Galerii Program w Warszawie
(26 VII – 2 IX 2007) prace ponad 80 twórców , podobnie uniknąć estetycznej
redukcji.
Nie oznacza to, że jestem freudystą czy zwolennikiem teorii ojca
psychoanalizy (notabene krytykowanej przez znawców dowcipu). Trzeba po prostu
odnaleźć w dowcipie należny mu głębszy sens, nawiązując również do polskich
badań, wśród których niedoścignione pozostaje studium O komizmie (1967)
gdańszczanina z wyboru Bohdana Dziemidoka .
Dowcip – pojęty tam jako forma
komizmu – nie da się jednak doń zredukować, skoro przed wiekami był pojmowany
jako forma poznania, inwencji, ekspresji, komunikacji społecznej, pełniąc
rozmaite funkcje, z których bodaj najbardziej doniosłą życiowo przypisał mu
Freud. Podejmując kwestię asteizmu (od grec. asteidzomai – być dowcipnym) jako
mentalnego procesu w polskiej sztuce począwszy od końca lat 50-tych, poszukując
asteizmów, czyli dowcipów pozbawionych nieokrzesanego prostactwa, musimy
operować tu jakimś modelem asteicznej inteligencji, a więc powinniśmy sięgnąć aż
do korzeni antycznej kultury i jej ideału wychowania niewtajemniczonych
(idiotes) do dowcipu.
Musimy skierować naszą uwagę na dociekania dotyczące
dowcipu (ingenium comparans, ingenium argutum, acutum ingenium, wit, der Witz
etc.), zwłaszcza obecne w teorii umysłu i w antropologii Hobbesa, Locke"a,
Wolffa, Baumgartena i Kanta, w rozważaniach nad genialnością i boskością
romantyków czy Nietzschego, ale też w teorii awangardy pruskiego generała –
nomen omen – Carla von Clausewitza, czy choćby w XX wieku Helmutha Plessnera,
który dowcip rozpatrywał między śmiechem i płaczem .
Szczególnie inspirujące są tu rozważania Kanta, który w Anthropologie in
pragmatischen Hinsicht (1798) rozróżnił dwa dowcipy: porównujący (ingenium
comparans, vergleichender Witz) i rezonujący (ingenium argutum, vernünftelnder
Witz). We fragmencie zatytułowanym Von dem productiven Witze pisał, że jest
przyjemne wynajdywać podobieństwa pomiędzy niejednorodnymi rzeczami, a tym samym
– co czyni właśnie dowcip (vergleichender Witz) – dostarczać materiału
rozsądkowi (Verstand), ażeby ten mógł wytwarzać swoje ogólne pojęcia. Natomiast
władza sądzenia (Urtheilskraft), która ogranicza pojęcia i przyczynia się raczej
do ich uregulowania niż do rozszerzenia, jest wprawdzie poważana, ale nie jest
lubiana za swą surowość ograniczającą wolność myślenia.
Aktywność
komparatystycznego dowcipu jest bezinteresowną grą, natomiast władza sądzenia
kieruje się interesami (Geschäfte). Dowcip sięga po pomysły (Einfällen), a
władza sądzenia zabiega o poglądy (Einsichten). Ten antagonizm próbuje zażegnać
rezonujący dowcip, pośrednicząc pomiędzy porównującym dowcipem a władzą
sądzenia. Kto dowcip i władzę sądzenia umiejętnie połączy w wytworach ducha, ten
jest zmyślny i zarazem mądry, pomysłowy i zdolny do głębokiego namysłu,
przenikliwy i bystry (perspicax), słowem dowcipny w tym wyższym sensie i
rozumny.
idzimy więc choćby w oparciu o antropologię Kanta, że w tym konflikcie
dowcipu i władzy sądzenia konstytuuje się możliwość i potrzeba asteizmu, który
jest przejawem wyższej kultury jako wytwór dowcipu rezonującego, czyli
przyporządkowanego przyrodzonej, naturalnej sferze rozsądku (Mutterwitz).
Dziś przeżywamy hipertrofię dowcipu, a dowcipkowanie stało się powszechne,
często trywialne i tym samym dokuczliwe, gdyż okupuje nie tylko godne pogardy
tabloidy, lecz i poważniejsze media masowego rażenia. Tej presji ulegają też
artyści.
Wystawa dokonuje więc przede wszystkim wglądu w przejawy tego
szczególnego sposobu bycia, działania, myślenia etc., którego pierwszym
przejawem jest to, co Kant nazywał logicznym i estetycznym egoizmem. Wystawa
sugeruje widzom, by poddali dowcipkowanie ocenie i niekiedy – jeśli to konieczne
– usprawiedliwieniu w instancji własnego rezonującego dowcipu.
Dowcip może
przejawiać się zarówno w pomysłowości niewinnej, abstrakcyjnej, począwszy od
animacji z lat 50-tych, jak i tendencyjnej, ideologicznie umotywowanej, pełnej
aluzji. Koncentrując się na polskiej sztuce po II wojnie światowej, przechodzimy
wraz z artystami od dialektyki człowieka poczciwego i dowcipnego (grec. asteíos
– miejski, wykształcony, obyty w towarzystwie, dowcipny), poprzez absurdy PRL-u
aż do chwili obecnej, kiedy to w imię najwyższej sztuki pluje się – jak Azorro –
ludziom na głowę.
Każdy z nas – przynajmniej oplutych – musi poważnie zastanowić się nad
poziomem dzisiejszego dowcipu, sięgając na przykład po miarę Nietzschego:
Najdowcipniejsi autorzy wywołują ledwie dostrzegalny uśmiech. Widzowie zatem
znajdą na tej wystawie wiele przykładów niewinnego, jak też agresywnego dowcipu,
który – jeśli wierzyć Freudowi – potrafi odblokować rozmaite zahamowania...
Dowcip bowiem, mocno obwarowany po stronach wszelkich możliwych barykad, niczym
ein bunter Gesell, einem Possenreißer gleich, zdolny jest nacierać ze wszelkich
możliwych kierunków. I – mimo kształcącej go władzy sądzenia – pozostać
niespożyty.
Kurator: Kazimierz Piotrowski
konsultacja: Józef Robakowski
W nawiązaniu do wystawy 7 marca 2008 o godz. 18.00 odbędzie się panel dyskusyjny
z udziałem kuratora Kazimierza Piotrowskiego oraz gości: Grzegorza Dziamskiego,
Romana Kubickiego, Grzegorza Sztabińskiego, Tomasza Załuskiego.
[1].Sigmund Freud, Dowcip i jego stosunek do nieświadomości, tłum. R. Reszke, Sen
– Wydawnictwo KR, Warszawa 1993, s. 7.
[2].Kazimierz Piotrowski, Dowcip i władza sądzenia (asteizm w Polsce), wyd. CSW,
Warszawa 2007 [folder wyst.]; http://www.obieg.pl/text/07072601.php
[3].Bohdan Dziemidok, O komizmie, Spółdzielnia Wydawnicza Książka i Wiedza,
Warszawa 1967.
[4] Helmuth Plessner, Śmiech i płacz. Badania nad granicami ludzkiego
zachowania, tłum. A. Zwolińska, Z. Nerczyk, Wydawnictwo Antyk, Kęty 2004 [1941],
s. 95 113.
Kazimierz Piotrowski
zródło: http://www.laznia.pl
|
|