|
|
Sylwia Czubała
Instrukcja zabijania sztuki wg Łodzi Kaliskiej...czyli jak to jest wysmarować
serigrafie Warhola majonezem kieleckim. (Kilka uwag w tekście para-jakimś)
(apostrofa do Łodzi)
Łodzio! Jaką sztukę zabijacie? Tworzycie zdanie artystyczne w trzeciej warstwie
językowej!
Sztuka starych mistrzów (przeciwko którym bluźnicie niczym Konrad Bogu w III części
Dziadów ) --->wasza dawniejsza sztuka (mniej stara niż mistrzów) ----> i w końcu Wasza
instrukcja zabijania sztuki (samobójstwo majonezowe-zabicie swojego fotograficznego
dorobku).
Powołując się na definicję - instrukcja to zbiór zasad, przepisów ustalających
sposób postępowania w danej dziedzinie. Ustalacie zbiór zasad postępowania wobec sztuki??
Czy to już nie wystarczy? Czy sama myśl nie jest już wystarczająco destrukcyjna? Wasza
chora koncepcja niszczy sztukę już u podstaw tego pomysłu!
Zabijanie. Zabijacie sztukę już powołaniem pomysłu iż ową da się zabić. Mordując sztukę
powołujecie z martwych antysztukę - kicz. Kicz, tandeta zaś jest owym poszukiwanym
mordercą. Majonez, pasztet czy paprykarz w zetknięciu z materią ducha waszych starych
prac zaczyna na ich tle budzić, o zgrozo! wizualną anty-estetykę, poważny zgrzyt natłoku
danych, wrażenie vlepki. Vlepki ulicznej!
Zaklejacie, zakrywacie,
zamazujecie ... zasmarowujecie sztukę majonezem. Wyrażenie "obsmarowałem go, ją" to już
nie mówić :"opieprzyłem go, ją", to mówić w sposób dosłowny - obsmarowaliście sztukę i
mnie. Owa vlepka uliczna wnosi żywe skojarzenie ze street, subway artem. Stylistyka
szablonowych graficiarskich odciśnięć na ulicznych murach, która funkcjonuje w waszych
pracach kojarzy się z działalnością J.M Basquiata .
Jedynie jednak w warstwie technicznej,
bo Basquiat wypisywał na murach poetyckie frazy, cytaty, ambitne zauważenia. A Wy? Rzucacie
na zdjęcia szablonowe napisy rodem z murów poznańskiej Wildy albo Jeżyc: "gówno",
"gówno" i jeszcze raz "gówno".
Na domiar złego zwalacie pompatycznie winę na Polskę po
czym za moment przepraszacie po angielsku. Przepraszacie za "gówno " jakim obrzygaliście
swoje dawne realizacje? Mnóstwo absurdalnych założeń i wynikających zeń faktów.
Zabijacie w ten sposób sztukę wielowymiarowo i dogłębnie, nie tylko poprzez akcję
działań - "zamalowywania" czarno białych kadrów, ale także poprzez mezalians
rozumieniowy, w każdej tkance.
Bronią Waszego mordercy jest po pierwsze
niedostosowanie tematyczne starych obiektów wizualnych do nowych występujących na
powierzchni, po drugie kulminacja wielu aspektów: religijnych, erotycznych, dnia
codziennego, po trzecie atak na jak największą liczbę kanałów zmysłowych naraz, po
czwarte zasada przeciętności okrutnej przejawiająca się w oczywistym nawiązaniu do
tzw. "masówki" czy "jadłodajni".
Bardzo żywa jest Wasza uwaga na temat stanu,
sztuki współczesnej i tego co nam jeszcze w sztuce pozostało. Technika szablonu,
stylistyka malarstwa ulicznego, grafy, napisy na murach - to wszystko składniki obecnej
zawszawionej kultury, które przenikają w sposób bardziej wysublimowany do sztuki.
Wykorzystując takie formy obrazowania dotykacie sfery profanum, która to właśnie jest
jej największym wrogiem.
To chyba także obraz znieczulicy na sztukę,obraz czy raczej
profetyczna zapowiedź jej upadku. Multiplikacja tandectw doprowadza do rozstrzału
wizualnego. Nie skupiamy się na pojedynczych znakach-słoikach majonezowych, napisach,
stemplach czy drippingu - wylewaniu farby, odbieramy prace całościowo jako zbitki brudu
w iście reklamowym stylu.
Reklamowość tą wzbudza niejasność komunikatu, natłok
zróżnicowanych form optycznych, bazgroły, mazańce, vlepki. Takie działania znów
wzbudzają we mnie refleksję, tym razem na temat masowości i zakłamania mediów w
polskich realiach, na temat niejasności komunikatów, na temat manipulacji psychiką
widzów, powodując u nich wrażenie zagubienia. Nawet pisać o tych właśnie waszych
realizacjach to gubić się i nawiązywać w nieładzie do wielu czynników. To chyba
dowód na waszą udaną sztukę!
Ale zaraz! Kolejny absurd! Gdybym
stwierdziła, że prace wasze udane są albo pachną dobrą sztuką wyrządziłabym wam krzywdę!
Bo zaprzeczyłabym ich koncepcji! To najciekawsze i najbardziej pociągające w tym co
zrobiliście! Pisząc o waszych realizacjach nie mogę pisać o nich jako o sztuce! Gdybym
to zrobiła okazało by się, że instrukcja wasza i działanie jest nieudane bo zaprzecza
założeniu! To tak jakbym wytatuowała sobie z miłości do Moneta tatuaż - napis "Monet"
na czarno, podczas kiedy w istocie zaprzeczał on istnieniu tego koloru (wynikało to
z założeń impresjonizmu).
Instrukcja zabijania sztuki. W hołdzie Andy'iemu, pozornie uściśla, iż kpicie z jego
działań pop-artowych. Z drugiej jednak strony skoro kpicie z niego kpicie z siebie.
Używacie bowiem tej samej stylistyki obrazowania co on. Nie parafrazujecie puszki zupki
Campbell jako symbolu amerykańskiego konsumpcjonizmu. Parafrazujecie zupkę spolszczając
ją.
Ta zupka bowiem nie zyskuje tu tak głębokiej metafory "masówki", lecz w moim
odczuciu symbolizuje biedę. Biedę w każdym tego słowa znaczeniu. Biedę, bo zupka Campbell
to Warholowy tani posiłek, posiłek-wspomnienie po czasach kiepskiej sytuacji finansowej
rodziny. Polski majonez kielecki, czy pasztet nie są przysmakami z "górnej półki "
przede wszystkim z tego powodu iż są tanie i zatem ogólnodostępne. Biedą zatem
oblepiacie swoje prace. Biedna historia tych "symboli polskości" ukazuje biedę sztuki
nadając profetyczny ton w mowie o jej upadku.
Oczywiście majonezik jest także
manifestem polskości. Polskości produkta i symbolem polskiej kultury pop. Puszka
zupki warholowej jest tym czym majonez Łodziowy - ekwiwalentem pop naroda.
Oda do naroda. Tekst będący jawnym nawiązaniem do "Ody" Wieszcza ma charakter satyry
dedykacyjnej. I jak tu nie uwielbiać Łodzi Kaliskiej, która kpi ze starych lecz ciągle
żywych wartości narodowych? Żywych wartości jedynie poszlakowo, powierzchownie rzecz
ujmując.
Dyskurs między romantykami a klasykami utworu Mickiewicza jest ciągle na
czasie, choć w innej odsłonie. Łódź Kaliska jest za odrzuceniem starych konwenansów,
odrzuceniem dawnych świętości, które wciąż w dobie Polski współczesnej przesłaniają
historię obecną, kulturę obecną, literaturę obecną, w końcu sztukę obecną.
Dawni
"wyjadacze" którzy stanowią już kanon polskiej kultury powinni zejść na dalszy plan,
oddać miejsce nowej, świeżej myśli artystycznej. W tym miejscu nasuwa się oczywista
aluzja, iż Łodź Kaliska kpiąc z owych "Mistrzów starodawnych" kpi także z siebie.
To satyra Łodzi na ich samych! Czy nie jest bowiem tak, że Wy artyści Łodzi Kaliskiej
jesteście starymi "guru"? uznanymi już? zaliczanymi do kanonu? Otóż ja powiem Wam, że i
owszem! Dowodem na tę myśl może być fakt, iż uczy się nas na Akademii Sztuk Pięknych,
że jesteście wielcy.
Dowodem jest fakt, że literatura ,którą przeczytać musiał każdy
student szkoły artystycznej opiewa w niezliczone wzmianki bądź głębsze rozprawy na temat
Waszej sztuki! By tego było mało, o realizacjach waszych mówimy na zajęciach ze sztuki
współczesnej! To do Was zatem uwaga, którą (jakoby sami czynicie sobie): zejdźcie ze
sceny artystycznej!
Zagrożenia. Instrukcja zabijania to prace nasycone oznakami zagrożeń. Zagrożeń
nadciągających zewsząd. Zagrożeń dla sztuki. Jednym z takowych jest obecna (dzięki
udoskonaleniom technologii ) możliwość reprodukcji i multiplikacji, w sumie wszystkiego.
Reprodukcja obrazów(dzieł sztuki) doprowadziła do tego, iż każdy posiada dziś swojego
Van Gogha, czy to na porcelitowym kubku, na kartce pocztowej albo scyzoryku.
Tą seryjność (sens serigrafii) w pracach Łodzi wyraźnie przoduje w warstwie wizualnej.
To już nie wizerunek jednego słoiczka majonezu, to seria! cała rodzina majonezowa! Taki
zabieg przeraża, nie dość, że na wielką skalę upublicznia to jeszcze doprowadza do
zaniku estetycznych walorów.
Jak pisze Walter Benjamin: "konsekwencją upublicznienia
jest zanik aury", aury świętości, niepowtarzalności. To upublicznienie właśnie stosuje
Łódź Kaliska, upublicznienie poprzez upublicznienie majonezu - produktu publicznego.
Lecz o to właśnie jak domyśleć się można chodziło! Panowie występują przeciwko ciągłej
fascynacji twórczością Wieszczów Narodowych i stosując mnogość środków, tę fascynację
przypierają do ściany mówiąc: dość aury świętości! Kpią ze wszystkiego i wszystkich.
Także ze współczesnej Polski, Polski rydzykowej, Polski - "Obszaru gnuśności zalanego
odmętem", Polski, która "kills art".
Multiplikacja kiczu nie zna granic. Kiczu, który
bynajmniej nie wypłynął z rąk i duszy artystów Łodzi Kaliskiej. Wypłynął z ich bacznej
obserwacji współczesnych kategorii estetycznych, współczesnego zaniku wartości
elitarnych, wartości, które "obsługiwały" wielkie elity społeczne. Zaniku wielkich
myśli: Jestem rycerzem, to mam wartości rycerskie, Jestem artystą muszę mieć wartości
artysty. Gdy takich myśli brak, dobrej sztuki brak.
Słowo do Łodzi Kaliskiej:
Stało się. Czuję, że stemple "majonez kielecki" w całej swej
obrzydliwości przykryły serigrafie Warhola. Dokonało się wielkie anty-dzieło. Wielka
anty-sztuka. Anty-skibka-sztuka-chleba pokryta majonezem.
|
|