Anka Leśniak
Pasztet mazowiecki zamiast Campbell Soup

"Zarabianie jest sztuką i praca jest sztuką, a dobry biznes jest najlepszą sztuką" – to słowa Andy Warhola. Jego sztuka jest punktem wyjścia do najnowszych prac Łodzi Kaliskiej, pokazanych w Galerii Olympia "Instrukcja zabijania sztuki. W hołdzie Andy Warholowi dla pieniędzy". Prace nasuwają pytanie co wspólnego ma pop art, który zawładnął Ameryką lat 60 z sytuacją polskiej sztuki w roku 2007?

W najnowszym manifeście "Oda do naroda" artyści sarkastycznie stwierdzają "Andy (Warholu) gdybyś żył w Polsce umarłbyś (nie tylko z głodu)".

To słuszna uwaga, bo trudno porównywać Amerykę, Nowy Jork, który po II Wojnie Światowej stał się stolicą sztuki nowoczesnej i konsumpcyjnym rajem, z państwem, gdzie w latach 60, mimo przecieków ze "zgniłego zachodu" panowała głęboka komuna.

Jak porównywać Stany Zjednoczone Ameryki, gdzie słowo komuna przeciętnemu obywatelowi kojarzy się z hippisami, z krajem, w którym niespełna 20 lat po upadku "władzy ludowej" próbuje się wmówić obywatelom, że są otoczeni agentami i zdrajcami prawdziwej Polski.

A taka Polska jest katolicka, narodowa, obywatele cenią tradycję i wiedzą, że gdyby nie Żydzi, masoni, liberałowie i pseudo–artyści wszystkie narody by nas szanowały a my stalibyśmy się wielkim mocarstwem jak Ameryka!

I kolonię na Madagaskarze też byśmy mieli.

W tym miejscu znów nasuwa się cytat z Andy Warhola dotyczący Ameryki "Wspaniałe w tym kraju jest to, że Ameryka zaczęła swą tradycję tam, gdzie najbogatsi konsumenci kupują zasadniczo te same rzeczy co najbiedniejsi. Możesz oglądać telewizję i zobaczyć Coca–Colę i wiesz, że prezydent pije Colę, Liz Taylor pije Colę i pomyśl, że ty też możesz pić Colę. Cola to Cola i za żadną sumę pieniędzy nie kupisz lepszej Coli od tej jaką pije bezdomny na rogu".

My jednak nie będziemy konsumować Coca–Coli, bo mamy polskie produkty "Pasztet mazowiecki" i "Majonez kielecki". Nie będziemy jeść zupy Campbell, bo stracimy tożsamość narodową! A polska tożsamość to oczywiście historia pełna zrywów i bohaterskich czynów, upamiętnionych w obrazach historycznych, jak ogromne płótna wielkiego mistrza Jana Matejki.

Ciekawe czy zwolennicy realistycznej formy w sztuce i narodowej treści wiedzą, że dziadkowie naszego mistrza czeską, nie polską ziemię uprawiali?

Ale "Bitwa pod Grunwaldem" to już nasze dziedzictwo. Łódź Kaliska zainspirowana treściami obrazu Matejki kilka lat temu uaktualniła jego treści. Zamiast uchylającego się przed ciosem niemieckiego komtura, konia dosiadła pewna siebie Polka, odważnie wypinająca nagą pierś do przodu. W ostatniej wersji fotografii z 2007 roku muza trzyma transparent z majonezem kieleckim.

Koncepcja zabijania własnej sztuki powstała jeszcze w atmosferze IV RP, obsesyjnego podkreślania przez władzę tego co polskie i narodowe. Ledwie minęło kilka lat wolności po "sowieckiej okupacji", a już chce pozbawić nas polskości Unia Europejska.

Ale naszym orężem teraz jest pasztet kielecki, mąka wrocławska i kiełbasa krakowska. Tak więc należące już do klasyki fotografie grupy "Siostry", "Bitwa pod Grunwaldem", "Tryumf Geniusza destrukcji" zostały obsesyjnie pokryte zmultiplikowanymi pasztetami i majonezami. Spoglądającą na widza z obrazu "Siostry" atrakcyjną kobietę, zastąpiła uwieczniona w pseudo-dobrotliwym grymasie twarz ojca dyrektora.

"Andy Warholu umarłbyś z głodu! " nie tylko z braku twojej ulubionej zupy, ale też dlatego, że niełatwo tworzyć w Polsce sztukę nowoczesną w formie i aktualną w treści. Na moją konkluzję "Trudno jest w Polsce młodym artystom", usłyszałam od członków grupy ripostę "a starym jeszcze gorzej".

Starzy stażem twórcy postanowili więc zamalować cały swój najbardziej znany fotograficzny dorobek multiplikowanymi pasztetami, a także powielonymi wizerunkami muzy Łodzi Kaliskiej - pani Loni. To jakby zmasowany atak grupy na ich własną twórczość. Ciekawe czy dzięki pasztetom sztuka Łodzi Kaliskiej stanie się ogólnie pożądanym produktem?

Już wcześniej, na przełomie lat 80. i 90. grupa wykonała serię realizacji, w których artyści zamalowywali swoje fotografie. W ten sposób potraktowane zostały m.in. "La Strico", "Freiheit, Nein Danke", "Wóz z sianem".

Pastisz znanych dzieł przerodził się w pastisz własnej sztuki, co jest logiczną konsekwencją powstania w latach 90. Łódź Kaliska Muzeum. Łódź Kaliska wyciągnęła stare prace z lamusa nie w celu przypomnienia, lecz destrukcji tych kompozycji. Narzędziem zbrodni był nie tylko pędzel, lecz przede wszystkim po raz pierwszy użyta przez grupę technika serigrafii.

Twórcy nawiązują tym samym do sztuki Andy Warhola. Artysta już bywał honorowany przez grupę, np. w "Sztuce męskiej i innej" Adama Rzepeckiego, gdzie hołd legendzie pop art oddają multiplikowane, uśmiechnięte penisy odbijane pieczątką (1983). Andrzej Kwietniewski sparafrazował słynną Marylin Monroe Warhola, dodając na jej twarzy dwie rysy, przywołujące wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Praca nosi tytuł "When I think about Andy Warhol" (1985).

Zwielokrotnione napisy "Poland kills art", "Sorry", "Gówno, gówno, gówno" zapełniają najnowsze obrazy Łodzi Kaliskiej. Połączone są z pasztetami, naiwnymi malunkami motyli, także koni i wyklejankami z gazet. Kompozycje sprawiają wrażenie zamierzonej, kompletnej tandety. Motywy pojawiające się na płótnach układają się jednak w pewien ciąg myślowy, a może raczej w pasmo absurdów.

Gdyby przeprowadzić ikonograficzną analizę "Rejtana", którego artyści wzięli na warsztat pięciokrotnie, zobaczymy, że z ramienia postaci powtarzającej pozę marszałka Ponińskiego (w oryginale autorstwa Matejki) odlatuje Pegaz. Poniżej próbuje wzbić się do lotu kaczka. Z tyłu stoi postać z domalowanym długim, biało-czerwonym językiem. Całość pokryta została napisami "Poland kills art". oraz serigrafiami z wizerunkiem pani Loni i majenezu.

Dopełnieniem projektu są słowa manifestu, w których artyści sarkastycznie sławią szable "wieczniepotrzebne", "naród gnuśny i wysportowany", "departament rozdartej koszuli i krwawej rany". Czytając dalej można się rozmarzyć. To rzeczywiście piękne móc nienawidzić Matejki, nie czytać Prusa i "świra Sienkiewicza".

Skoro w ten sposób protestuje pokolenie pięćdziesięciolatków, to ciekawe jaki jest sens aplikowania nadal młodzieży serii nowelek o Jankach muzykantach i szkapach, wywołujących wśród uczniów co najwyżej odruch wymiotny. Tak, więc karmmy się nadal pasztetami i epopejami o zbieraniu grzybów. Kupujmy XIX wiecznych akademików i dajmy sobie spokój ze sztuką tworzoną "tu i teraz", na rzecz dzieł tradycyjnych.

Działania ostatniej władzy to taniec chocholi. Wyciąganie upiorów przeszłości, lustrowanie i tropienie wrogów RP w inteligencji narodu. Gdy projekt Łodzi Kaliskiej został po raz pierwszy zaprezentowany, IV RP już "przeminęła z wiatrem".

Rozpatrując więc prace w kategoriach aktualności politycznej grupa się spóźniła. (1.) Jeżeli jednak spojrzymy wstecz, uświadomimy sobie, że dla polskiej sztuki nie ma większego znaczenia zmiana władzy.

Proces Nieznalskiej zaczął się za rządów lewicy, a sztuka dotykająca tzw. kwestii fundamentalnych: wiary, ochrony życia poczętego, tudzież śmierci jest cenzurowana lub piętnowana społecznie. Jest narzędziem przepychanek politycznych, sposobem na odwoływanie ze stanowisk odważnych dyrektorów placówek wystawienniczych.

Realizację Łodzi Kaliskiej można więc traktować nie tylko jako komentarz do sytuacji sztuki w Polsce, ale również jako podsumowanie epoki, którą większość artystów życzyłaby sobie w końcu uznać za minioną.

Anka Leśniak

1. Gwoli prawdy historycznej przypomnijmy, że wystawa w swoim głównym zarysie powstała na przełomie sierpnia i września 2007 roku, gdy IV RP szczytowała w swojej kulminacji. Natomiast swoją premierę wystawa miała kilka miesiecy później (grudzień 2007 r.) w galerii Program. (Uwaga redaktora odpowiedzialnego)